Minęło ponad 2 tygodnie od wystartowania przeglądarki Chrome i emocje już zdążyły okrzepnąć. Wg serwisu Get Clicky z przeglądarki Google korzysta ok. 1,7% internautów.
W recenzjach przeglądarki skupiano się głównie na bezpieczeństwie i innowacyjności, samemu interfejsowi użytkownika nie poświęcono jednak szczególnie dużo miejsca. Być może z braku kardynalnych błędów.
Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy w interfejsie to brak paska menu i taby przeniesione na sama górę okna.
Dzięki temu zabiegowi okno przeglądania strony jest większe, a karty sprawiają wrażenie niezależnych i odrębnych procesów ( i to to chyba Google chodziło). Takie rozwiązanie wydaje się korzystne, ponieważ wspiera założenie twórców, że każda karta przeglądarki to osobny proces i w przypadku zawieszenia jednej z kart, inne działają niezależnie i pozostają aktywne.
Jako użytkownikowi Firefoxa początkowo brakowało mi paska menu, ale do nowego umiejscowienia toolbaru bardzo szybko można się przyzwyczaić, tym bardziej, że ikony dobrze oddają swoją funkcję.
Wizualnie podobają mi się też efekty animacji, np. przy zmianie kolejności zakładek oraz przeciąganiu karty do nowego autonomicznego okna, co samo w sobie jest ciekawą funkcjonalnością. Animacja jest subtelna, płynna i gładka.
Inna ciekawa rzecz odnośnie kart – Chrome przy wielu otwartych kartach pokazuje wszystkie, co daje drażniący efekt przeładowania i chaosu. Trudno zorientować się, co się w nich mieści. Osobiście preferuję rozwiązanie Firefoxa, który ukrywa karty powyżej 11 czy 12.
Innym mankamentem Chrome jest trudny dostęp do menedżdera zadań, którym przeglądarka się szczyci. Menedżer uruchamia się klikiem w pasek kart prawym przyciskiem myszy. Jeśli otwartych jest wiele kart, wówczas pozostaje niewiele miejsca na klik. Nie wspominając co tym, że mało zaawansowani użytkownicy mogą w ogóle nie trafić na te opcję.
Na uwagę zasługuje też Omnibar – zintegrowany pasek wyszukiwarki i pasek adresowy. W pasku tym mamy do czynienia zarówno z autosugerowaniem wpisywanych haseł jak i komunikatami (np.”Wyświetl wszystkie strony w historii zawierające hasło…”), co generalnie jest mało czytelne. Takie rozwiązanie wymaga opatrzenia się i przyzwyczajenia. Wprawdzie sprawę ułatwia odmienne kodowanie kolorystyczne adresów url i komunikatów, ale i tak osoby starsze lub mniej doświadczone w posługiwaniu sie internetem mogą być w kłopocie.
Osobom korzystającym z onlineowych aplikacji może spodobać się tworzenie skrótów aplikacji, co powoduje ich otwieranie się w samodzielnym i nieco innym oknie – bez pola adresu, zakładek kart i przycisków toolbaru. To rzeczywiście może usprawnić pracę w dokumentach, na Gmailu itp. Inna rzecz, że są to głównie aplikacje Google…
Ciekawe, w jakim kierunku pójdzie Chrome i na ile innowacyjności wprowadzać będzie jeszcze do funkcjonalności. Na razie w zasadzie oprócz innego umiejscowienia zakładek i toolbaru oraz wprowadzenia karty incognito w interfejsie nic nowego…
/ Julka
Więcej...
Od 2004 roku współtworzyłem wraz z Janmedia Interactive i moimi czytelnikami tego bloga. Wspólnie promowaliśmy pojęcie użyteczności. Przez ten czas udało nam się zwrócić uwagę na usability menadżerom, mediom i webmasterom. Świetnie było być tutaj z Wami.
W tym miejscu chciałbym poinformować, że przestaję zajmować się usability. Czekają na mnie nowe wyzwania, w których chcę się sprawdzić.
Przekazuję misję dalszego promowania usability moim koleżankom i kolegom z Janmedia. Znajdziecie tam doświadczonych, pełnych energii ludzi. Pracowaliśmy wspólnie przy wielu projektach i jestem w pełni przekonany o niesamowitej jakości pracy, zaangażowaniu i profesjonaliźmie tych ludzi.
Mam nadzieję, że od czasu do czasu znajdą chwilę by napisać tutaj kilka słów.
Tymczasem dla tych co nie mieli okazji przeczytać, podrzucam linki do ciekawszych postów z tego bloga.
Ponadto warto zajrzeć na:
Zapraszam też na blogi moich Janmediowych kolegów:
Zapraszam też do zerknięcia na ostatnie projekty jakie realizowaliśmy w Janmedia:
Spotkasz mnie na Grill IT
Dziękuję za współpracę. Do usłyszenia!
Więcej...
W konsultacji z kilkoma mądrymi osobami (dzięki Marek!) opracowałem plakat pokazujący proces tworzenia nowego produktu w metodologii User-Centered Design. Plakat jest przygotowany pod format A1 ale na A4 też jest rozczytywalny.

Zapraszam do pobierania, rozpowszechniania i komentowania.
Licencja:

Plakat User-Centered Design is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska License.
Więcej...
Sztuka jest niezbędna. Gdybym tylko wiedziała do czego.
Andre Maleaux
Joshua Porter swego czasu sporo pisał o tym dlaczego uważa, że projektowanie to nie sztuka. Projektowanie (design) ma za zadanie przede wszystkim zapewnienie łatwości użycia. Sztuka może być odbierana biernie, design zawsze dąży do rozwiazywania problemów użytkowników w interakcji z nimi. Sztuka ma wywoływać emocje. Dobra sztuka może wywoływać smutek, nostalgię – design powinien wywoływać jedynie pozytywne emocje. Sztuka zwraca uwagę. Dobry design jest niewidoczny dla użytkownika. Joshua wykazał sporo tych rozbieżności, a pod jego postami przetoczyła się wielka dyskusja.
Roztrząsanie tego typu pytań tak naprawdę niewiele wnosi do codziennego życia designera. Niemniej warto znać te różnice bo pomagają
one w dyskusji z klientem. Zdarza się, że jedynym kryterium oceny serwisu staje się unikalność, oryginalność. Warto wtedy zadać pytanie czy tworzymy sztukę czy narzędzie?
Moim osobistym zdaniem Internet jest przede wszystkim narzędziem komunikacji. Mądrzy marketingowy potrafią używać prostych narzędzi komunikacji do budowania czegoś więcej niż kolorowe obrazki - do budowania dialogu ze swoimi konsumentami. Bardzo ezoterycznie piszą
o tym twórcy Cluetrain Manifesto.
Też warto o tym pamiętać gdy zastanawiasz się czy dany projekt to ma być sztuką
czy narzędziem.
Jeśli ktoś chce natomiast zobaczyć jak można tworzyć sztukę w Internecie, to polecam wizytę na stronach Biennale Sztuki Nowoczesnej WRO. Na WRO można co dwa lata znaleźć sporo inspirują
cych rzeczy.
Więcej...
Zespół specjalistów usability zostaje oddelegowany do poprawy efektywności serwisu WWW. Może się jednakĚźe okazać, że mimo dużej ilości wykonanej pracy efektywność ta nie podnosi się znaczą
co lub w ogóle się nie zmienia. Często powodem tego może być relatywnie mały wpływ użyteczności na efektywność całego serwisu.
W wielu wypadkach ważne jest zidentyfikowanie przyczyn problemu przed przystąpieniem do poprawy usability. Zagadnienie identyfikowania przyczyn znane jest też w naukach o jakości lub medycynie. Do tego typu analiz służy Diagram Ishikawy. Wikipedia podaje, że diagram przyczynowo - skutkowy (Ishikawy) jest graficzną
analizą
wpływu realnych czynników oraz ich wzajemnych powiązań wywołujących określony problem jakościowy oraz analizę
rezultatów (skutków) spowodowanych działaniem tych powiązań.
W praktyce można stosować Diagram Ishikawy do zdefiniowania możliwych przyczyn problemu w graficznym odwzorowaniu. Następnie za pomocą
metody pareto można ustalić, które z wszystkich zdefiniowanych przyczyn mają
największy wpływ na skutek. Okazać może się, że w konkretnym przypadku na efektywność serwisu większy wpływ mają czynniki leżą
ce poza obszarem badań użyteczności. W takim wypadku dobrze jest zająć się najpierw nimi.
Przykładowo – w wypadku sklepów internetowych często problemem większym niż użyteczność bywa dobór produktów (szczególnie dobór produktów do promocji), warunki zamawiania (dostępne formy płatności i dostawy) lub po prostu niska jakość ruchu (zbyt ogólny komunikat marketingowy).
Więcej...